Wednesday, August 8, 2012

chapter eighteen

Rano koło godziny 9.00 obudził mnie dzwonek telefonu. Modliłam się, żeby w końcu przestał dzownić, jednak on zaczął "krzyczeć" coraz głośniej. Niechętnie podniosłam głowę z poszuki i ręką przejachałam po stoliku w poszukiwaniu urządzenia. Spojrzałam na ekran, na którym widniał nie znany mi numer. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?- odezwałam się jeszcze zaspana.
-Patricia?! Tu Zayn. Gdzie wy jesteście?- zapytał zdenerwowany.
-W Paryżu. A czemu? Coś się stało?
-Stało. Harry i Jo mieli wypadek. Samolot, którym lecieli do rodziców Harry'ego zaczął się palić, a potem się robił. Na szczęście przeżyli, ale oboję są w ciężkim stanie w szpitalu w Londynie. Przylatujcie szybko! Błagam Was- krzyczał do telefonu cały zapłakany.
-Niedługo będziemy- to jedyne słowa, które zdołałam teraz wypowiedzieć. Zerwałam się z łóżka jak oparzona, budząc przy okazji Niall'a.
-Kochanie co się stało?
-Harry i Jo mieli wypadek! Samolot się rozbił! Są w ciężkim stanie! Leżą w szpitalu w Londynie! Musimy tam jak najszybciej lecieć!- krzyczałam ubierając się w pośpiechu i jednocześnie pakując wszystkie pozostałe rzeczy do torby. Niall wstał równie szybko jak ja i zrobił tak samo. Po chwili jechaliśmy już taksówką na lotnisko. Kupiliśmy dwa bilety na najbliższy lot do Londynu, który był naprawdę szybko. W pośpiechu odbyliśmy odprawę, żeby po chwili siedzieć cholernie zdenerowani w samolocie. Lot dłużył się niemiłosiernie. Kiedy w końcu znaleźliśmy się w upragionym miejscu niemał natychmiast ruszyliśmy do szpitala, w którym leżeli nasi przyjaciele. Weszliśmy do budynku, a pielęgniarka skierowała nas na 2 piętro. Na korytarzu siedzieli wszyscy członkowie 1D, Julie, rodzice Hazzy, oraz rodzice Jo. Każdy był smutny i strasznie przybity.
-Co z nimi? Wybudzili się już?- zapytałam Liam'a, czując jak łzy napływają mi do oczu. Chłopak pokiwał głową, że nie. Razem z Niall'em usiedliśmy obok mamy Joanny. Starałam się ją jakoś pocieszyć.
-To wszystko przeze mnie. To ja pozwoliłam jej lecieć tym samolotem. Jako matka powinnam być bardziej odpowiedzialna- mówił łkając cicho.
-To wcale nie jest pani wina. To nie jest niczyja wina. Widocznie los tak chciał- starałam się ją pocieszyć jak tylko mogłam, choć sama byłam strasznie przejęta. Siedzieliśmy w ciszy jakieś półtorej godziny, aż w końcu z sali wyszedł lekarz.
-Państwo wszyscy do pana Harry'ego Style'a i Johanny Miles?- zapytał lustrując każdego wzrokiem. Odpowiedzieliśmy chórkiem tak na co on odparł.
-Proszę wchodzić pojedynczo i tylko na chwilkę. Pan Styles i pani Miles powinni niedługo się wybudzać. Ich stan jest stabilny, co wcale nie oznacza, że może im się pogorszyć- poszłuchaliśmy lekarza. Jako pierwsi weszli rodzice Jo, później matka i ojczym Harry'ego, a potem kolejno Liam, Louis (który siedział chyba najdłużej), Juli, Zayn, Niall i na końcu ja. Ze smutkiem patrzyłam na podrapane i częściowo zabandażowane ciała przyjaciół, a łzy mimowolnie napływały mi do oczu. Dlaczego akurat teraz? Teraz, kiedy wszystko zaczęło się tak naprawdę układać? Dlaczego oni?- zadawałam te pytania sama sobie, głupio czekając na odpowiedź z góry. Niestety nie doczekałam się jej. Kiedy powoli szłam w kierunku drzwi wyjściowych usłyszałam ciche wołanie zza pleców. Odwróciłam się szybko i zorętowałam, że Harry wybudził się ze śpicząki. Podeszłam do niego powoli.
-Jak się czujesz?- zadałam mu pytanie, jednak po chwili skarciłam się za nie w myślach. Jak on może się czuć?
-Szczerze mówiąc to fatalnie, ale cieszę się, że jeszcze żyje. A co z Jo?- zapytał szybko. Odsunęłam się lekko na bok, pokazując mu dziewczynę  w gorszym stanie niż on.
-To wszystko moja wina. To ja chciałem lecieć do rodziców. Chciałem, żeby ich poznała. To wszystko przeze mnie- mówił zalewając się łzami.
-Harry przestań się obwiniać. To nie jest niczyja wina. Los tak chciał- na chwilkę się zamyśliłam- ja już pójdę. Zawołam lekarza, żeby z Tobą porozmawiał- pocałowałam go delkatnie w policzek, bojąc się, że zrobię mu krzywdę i pośpiesznie wyszłam z sali. Nie zważając na nikogo pobiegłam po lekarza. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich, którzy czekali pod salą. Kiedy po chwili wróciłam zaczęło sypać mnóstwo pytań. Zignorowałam wszystkich.
-Uspokujcie się wszyscy! Harry się wybudził i czuję się bardzo dobrze. No może poza tym, że obwinia się za całe to zdarzenie. Z Jo jest trochę gorzej, jednak ja wierzę, że wyjdą z  tego cali i zdrowi tylko z niemiłymi wspomnieniami- powiedziałam i przytuliłam się do każdego pokolei. W końcu doszłam do Nialler'a i w jego uścisku pozostałam aż do wieczora.
                                                                       ~~~
Rano obudziłam się wtulona w Horan'a. Niepewnie rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym się znajdowałam i stwierdziłam, że nadal jesteśmy w szpitalu. Nie chcąc budzić Niall'a obejrzałam się, żeby zobaczyć kto jeszcze z nami jest. Okazało się, że zostali wszyscy. Rodzice Jo spali wtuleni w siebie na przeciwko nasz, obok rodzice Harry'ego. Z mojej prawej strony Zayn przytulony do Liam'a, a z lewej Julie spiąca na kolanach Louis'a. Wiedząc, że po przebudzeniu wszyscy będą głodni szturchnęłam lekko Niall'a.
-Niall, chodźmy po coś do jedzenia. Jak się obudzą będą głodni- chłopak się zgodził. Ruszyliśmy w stronę szpitalnego bufetu. Zamówiliśmy frytki dla każdego i czekając na jedzenie zaczęliśmy rozmawiać.
-Jak myślisz Pat, kiedy Jo się wybudzi?- zapytał Nialler.
-Myślę, że już niedługo. Ma trochę poważniejsze obrażenia niż Harry, jednak jest silną dziewczyną- uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam rozmyślać nas tym wszystkim.
-Pat.. eee.. bo ten.. wiesz, że musimy iść do lekarza nie? Może pójdziemy dzisiaj, bo skoro jesteśmy już tutaj to co zaszkodzi. Co ty na to?- tym pytaniem zbił mnie kompletnie z tropu. Całkiem zapomniałam o tym, że być może jestem w ciąży.
-Umm.. no właściwie nic by się nie stało- odpowiedziałam szybko, żeby po chwili wstać i iść pomóc kelnerowi z jedzeniem. Niall zapłacił i wróciliśmy do reszty. Nikt już nie spał, jednak nadal siedzieli w takim samych pozycjach jak ich zostawiliśmy.
-Kochanie przynieśliśmy Wam frytki. Wiem, że to mało, jednak nic pożytecznego tam nie mieli- powiedziałam rozdzając pudełeczka z jedzeniem. Wszyscy podziękowali uśmiechem i już po chwili zajadali się frytkami. Spojrzałam na drzwi sali, w których pojawił się nagle lekarz.
-Panna Miles zaczyna powoli się wybudzać. Tylko proszę jej nie męczyć, gdyż jej stan uległ zmianę w nocy. Niestety na gorsze. Najlepiej jak do sali wejdą tylko rodzice dziewczyny- oznajmił doktor. Mama i tata Jo od razu rzucili się do drzwi. My powiedzieliśmy reszcie, że idziemy się przejść, jednak tak naprawdę skierowaliśmy się do gabinetu ginekologa. Siedzieliśmy na korytarzu conajmniej pół godziny, okropnie zdenerowani, aż w końcu pani doktor ukazała się w drzwiach.
-Panna Johanson, zapraszam- wstałam z fotela, jednak nogi miałam jak z waty. Gdyby nie Niall, zapewne uciekłabym gdzie pieprz rośnie. Weszliśmy do gabinetu. Pani doktor była niezwykle miła. Najpierw zadała mi kilka pytań, a później kazała iść do oddzielnego pokoju, żebym mogła się rozebrać. Kiedy już wróciłam, wskazała na duży fotel. Ułożyłam się wygodnie, starając jak najbardziej rozluźnić. Badanie się rozpoczęło. Patrzyłam tylko na minę lekarki, która najpierw była nie do opisania, jednak po chwili wkradł się uśmiech.
-Gratuluję panu. Będzie pan ojcem- zwróciła się do Niall'a. On spojrzał na nią zdziwiony.
-Jest pan ojcem tego dziecka tak?- zapytała pani doktor widząc, że nie wie co powiedzieć. Horan pokiwał głową, co miało oznaczać 'tak'.
-Proszę przyjść za trzy miesiące. Wtedy określimy płeć dziecka- nie zważając na jej słowa, ruszyłam, żeby się ubrać. Kiedy wróciłam zabrałam zdjęcia i jakąś karteczkę. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy z gabinetu.
-Ojcem- powiedział Niall cicho. Wydaję mi się, że to jeszcze do niego nie dotarło. Ja zalałam sie łzami.
-Niall... ja.. przepraszam..- tylko tyle zdołałam wypowiedzieć. Schowałam twarz w dłoniach, jednak po chwili czułam jego uścisk.
-Patricia za co ty teraz przerpaszasz? Bo nie wiem. Będę ojcem. Słyszysz?! BĘDĘ OJCEM! LUDZIE BĘDĘ MIAŁ DZIECKO!- krzyczał, a każdy kto koło nas przchodził albo się uśmiechał, albo mruczał coś pod nosem dając nam do zrozumienia, że zupełnie go to nie obchodzi. Uśmiechnęłam się i otarłam łzy.
-Wróćmy do reszty- poprosiłam cicho wtulając się w rozpromienionego chłopaka.
-Pati, a czy powiemy im, że zostaniemy rodzicami?
-Jeszcze się zastanowię. Nie wiem czy dam radę- odpowiedziałam. W końcu dotarliśmy do miejsca w którym wszyscy siedzieli. Pociągnęłam Nialler'a za rękę dając mu do zrozumienia, że nie chcę im nic mówić. W ciszy usiedliśmy i czekaliśmy na jakiekolwiek wieści od lekarza.
_________________________________________________
No to mamy kolejny rozdział. Mam nadzieję, że nie zawiodłam Was ani jego długością, ani wypadkiem Jo i Hazzy, ani tą całą ciążą. Dziękuję za 10 komentarzy pod ostatnim. Jesteście niesamowici  ♥ To do kolejnego

12 comments:

  1. Ale słodki Niall z tym krzykiem, o matko :D Kocham gooo! Czekam na nastepny, dawaj szybko!

    ReplyDelete
  2. Zapraszam na nowy V rozdział mojego bloga -> http://lifeisacontinuousgame.blogspot.com/

    ReplyDelete
  3. Jeeej *__* Wyobraziłam sobie całą tą scenę z Niallem i tym , że będzie ojcem ;3 Już nie mogę się doczekać dalszego ciągu wydarzeń ;D

    ReplyDelete
  4. o jaaa *__* jaki Niall jest kochanyy ;>> dodaj szybko kolejny :)

    ReplyDelete
  5. AWW... ale super ..
    Kocham to opowiadanie .. ; )

    ReplyDelete
  6. o jej, jaki Nialler, aww x ; Oni są razem tacy słodcy. Idealnie dobrani ! Kiedy kolejny rozdział ? Czekam : D
    x ;

    ReplyDelete
  7. Super!!!
    Mam nadzieję że będzie dziewczynka i że Jo się obudzi:3
    Nie mogę się doczekać następnego czekam :)
    Zapraszam do siebie :
    http://your-life-your--voice-1d.blogspot.com/

    ReplyDelete
  8. *.* Niall
    Zajebisty rozdział,pisz kolejny!!
    +zapraszam na www.marylostherlove.blogspot.com

    ReplyDelete